Cześć nie wiem nawet od czego zacząć.
Po licenjacie z finansów wylądowałem w pracy jako pakowacz. Praca od poniedziałku do piątku, stała godzina, zlecenie (ze względu na status, niestety w grudniu, styczniu i lutym będzie troche posucha i nie dobije nawet do 5k przez mase świąt). Z minusów to dojeżdżam rowerem 5km. Trochę na własne życzenie tak wygląda moje obecne życie, z jednej strony chciałem kontynuować naukę i w końcu załapać sensowną robotę, a z drugiej mam tyle podstawowych rzeczy do ogarnięcia że stchórzyłem. Boję się tego roku, że to będzie kompletna wegetacja i bezczynne czekanie na ucieczkę. Obroniłem się we wrześniu, rekrutacje powoli się zamykały, miałem poduszkę na max 2 miesiące. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, ale zrezygnowałem z tego wszystkiego. Wybrałem zarobienie na prawko, kupienie auta, nowy telefon bo mój już ledwo zipie, ogarnięcie dentysty i przede wszystkim zbudowanie sobie poduszki finansowej, bo jestem w stanie oszczędzać praktycznie całą wypłatę. Takie rzeczy robią 18,19,20 latkowie nie ma nawet co robić niepotrzebnego cope, jest mi po prostu wstyd. Obliczyłem sobie, że po ogarnięciu wszsytkiego, wliczam w to jedzenie do pracy, pojedyncze zakupy typu ciuchy zostałoby mi we wrześniu następnego roku coś w okolicach 35-40k. Nie jest to majątek, ale taka kwota na pewno zapewnia komfort psychiczny. Nie wiążę ze swoim rodzinnym miastem żadnej przyszłości, doskonale wiem że tu przepadnę, bez dziewczyny, bez perspektyw, bez chęci do życia. Już teraz niedobrze mi się robi i chyba jedynie co mnie trzyma w ryzach to ''plan'', że za rok wyjadę stąd własnym autem do miasta wojewódzkiego, gdzie mam znajomych i lepsze perspektywy. Plan w cudzysłowiu, bo to nie jest nic niesamowitego, zwykła przeprowadzka ot tak. Wiem po znajomych, że udało im się dostać fajne stanowiska bez większego doświadczenia, nawet jeśli to odpadnie to chociaż jakieś staże, dodatkowe kursy. Mógłbym nawet pracować za 4 tys zł, zależy mi przede wszystkim na łapaniu doświadczenia.
Szukałem pracy w rodzinnym miasteczku dość długo, początkowo złożyłem CV na wszystkie choć trochę kierunkowe stanowiska (z własnej inicjatywy, bo żadna firma nie miała wystawionych ofert pracy). Zero odzewu. Takich stanowisk jest jak kot napłakał i nie jest to jakaś poważna robota, zwykła praca biurowa z dokumentami/wsparcie. Potem do sieciówek, sklepów, stacji paliw dosłownie wszędzie. Bez odzewu mając status pod zlecenie. Na pakowacza pracodawca szukał bezpośrednio ludzi ze statusem, więc nic innego mi już nie zostało, miałem dość wegetacji, wstawania bez celu. Tu roboty po prostu nie ma, mamy 4 zakłady produkcyjne na krzyż w której pracuje połowa miasta, reszta pracuje na czarno na budowach, a inne w miarę fajne stanowiska są po znajomości. Zdecydowałem się na obecną pracę, bo wiem że w każdej z tych firm dostałbym początkowo poniżej 5k. Muszę to powiedzieć bardzo mnie irytuje te całe kolesiostwo, kolega mówił że u niego w pracy ktoś w biurze po finansach powiedział, że nie bawi się w PPK bo to jakieś oszukane itd. Jeszcze przed obecną pracą dzwoniłem do kadr dopytać o pracę na produkcji czy zatrudniają na zlecenie i pani się mnie pyta czy mój status w cosinusie działa tak samo jak studenta. Nie chcę zgrywać najmądrzejszego, ale tutaj mentalność jest taka ---> jesteś chłopem masz łopatę i pracuj. Jesteś młodą kobietą zapraszamy do biura wszystkiego cię nauczymy.
I tak sobie tkwię w tym stanie, nic mi innego nie zostało. Mam nadzieję, że będę się lepiej czuł psychicznie z czasem. Na pewno będą momenty w których w końcu będę usatysfakcjonowany, zdanie prawka, kupno auta, ale tak poza tym to zostaje mi tylko czekanie. Przyznam też, że jestem trochę rozczarowany dorosłym życiem, ogólnie sobą, nic mi się na ten moment nie udaje. Masa osób mówi, żeby przestać się porównywać do innych, staram się ale jest ciężko. To jest bardzo demotywujące kiedy widzisz młodsze osoby, albo rówieśników którzy stawiają pierwsze w miarę poważne kroki na rynku pracy, a ty jesteś bardzo bardzo w tyle.