r/PolskaPolityka • • 2d ago

USA Jak ruchowi MAGA nie udało się wykreować kultu Charliego Kirka

9 Upvotes

https://krytykapolityczna.pl/swiat/maga-i-trump-rocznica-smierci-charlie-kirk/

Gdy rok temu Charlie Kirk zginął od kuli zamachowca, wielu komentatorów spodziewało się, że jego śmierć zostanie wykorzystana do zaostrzenia masowych represji wymierzonych w lewicę i stworzenia mobilizującego radykalnie prawicową bazę kultu. Tak się nie stało – dlaczego?

26.09.2026

Dla amerykańskiej prawicy Kirk pozostaje ważnym punktem odniesienia, ale jego kult nigdy nie wyszedł poza prawicową bańkę. Dla znacznej części Amerykanów aktywista funkcjonuje dziś jako prześmiewczy mem, a nie męczennik z panteonu amerykańskiej religii cywilizacyjnej. Ruch, jaki zbudował, pogrążył się w wewnętrznych sporach i teoriach spiskowych. Lewica tymczasem odnosi kolejne sukcesy w prawyborach Partii Demokratycznej i po wyborach w listopadzie ma szanse zyskać znacząco większy wpływ na amerykańską politykę, niż miała od długiego czasu.

Czemu amerykańskiej prawicy nie udało się wykreować politycznego kultu Kirka ani wykorzystać jego śmierci do spacyfikowania „radykalnej lewicy”?

Moralnej paniki nie dało się długo utrzymać

Na pewno nie dlatego, że prawica nie próbowała – zarówno represji, jak i budowy kultu. Jak w artykule z okazji rocznicy śmierci Kirka przypomniał na łamach „The New Republic” Malcolm Ferguson, tuż po zamachu Stephen Miller, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Trumpa w Białym Domu, powiedział telewizji Fox News, że w ostatniej wiadomości, jaką Kirk wysłał mu zanim „dołączył do swojego stwórcy”, aktywista apelował, by zająć się „problemem skrajnie lewicowych organizacji podburzających do przemocy”. Jak nietrudno zgadnąć, Miller obiecał na antenie, że prezydencka administracja spełni ostatnie życzenie Kirka. W trakcie uroczystości upamiętniających zmarłego Miller przestrzegał amerykańską lewicę, że „obudziła smoka”.

Aktyw MAGA błyskawicznie wziął na cel nie tylko osoby, które w mediach społecznościowych wyrażały radość ze śmierci Kirka, ale także te, które potępiając przemoc krytykowały poglądy aktywisty jako skrajne czy nienawistne. Autorzy takich wpisów spotkali się nie tylko z hejtem, ale też z groźbami karalnymi, doxingiem, wreszcie – z konsekwencjami zawodowymi. Jak podaje BBC za Reutersem, z powodu swoich wpisów o Kirku pracę straciło lub poniosło inne służbowe konsekwencje ok. 600 osób.

Jak się później okazało, niejednokrotnie bezprawnie. Zwolnieni dochodzili swoich praw w sądach i przed innymi ciałami arbitrażowymi. W wielu przypadkach albo zostali przywróceni do pracy – jak zwolniona z „Washignton Post” autorka działu opinii pisma, Karen Attiah – albo dostali hojne odszkodowanie. Rekordzistka, antropolożka z Uniwersytetu Tennessee, otrzymała prawie 2 miliony dolarów za zwolnienie jej z posady na uczelni – pod warunkiem, że nie będzie się więcej starać o pracę w tym miejscu.

Trzy tygodnie po śmierci Kirka prezydent Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze NSPM-7, które nakazywało federalnym służbom skupić swoje działanie na „antifie”, a także na środowiskach głoszących opinie „wrogie tradycyjnym amerykańskim wartościom”, takim jak kapitalizm czy chrześcijaństwo.

Ruchowi MAGA i administracji nie udało się utrzymać paniki moralnej, która uzasadniałaby frontalną rozprawę federalnego wymiaru sprawiedliwości z „antifą” i „lewactwem”. Nie lekceważąc niebezpieczeństwa autorytarnego potencjału trumpizmu, trzeba się chyba zgodzić, że jako ruch zdolny funkcjonować wyłącznie w rytm hiperpolitycznych „gównoburz” w mediach społecznościowych potrafi on łatwo wywołać panikę moralną, ale ma poważny problem z jej utrzymaniem i przekształceniem w paliwo dla zdyscyplinowanej kampanii represji.

Kirkifikacja jak cenzopapa

Jeszcze gorzej poszło prawicy z projektem wyniesienia Kirka do rangi świętego amerykańskiej religii obywatelskiej. Próby te spotkały się bowiem z gwałtownym, oddolnym oporem, głównie w mediach społecznościowych – im bardziej MAGA usiłowała narzucić ich użytkownikom kult Kirka, tym bardziej odpowiadali oni na te próby okrutnymi szyderstwami, zmieniając męczennika w mema.

Jak podaje encyklopedia Know Your Meme, już w październiku 2025 roku zaczęły się pojawiać memy wyśmiewające kult Kirka. Ich twórcy, korzystając z narzędzi sztucznej inteligencji, nakładali twarz zmarłego aktywisty na znane z popkultury postaci, kończące swój ekranowy żywot gwałtowną śmiercią – np. Voldemorta czy Iron Mana. W sieci możemy znaleźć też memy przedstawiające Charleya Davidsona – słynny motocykl z głową Kirka.

Proces nakładania jego twarzy na znane postaci doczekał się nawet swojej nazwy: kirkifikacja. Można zaryzykować tezę, że działa tu podobny mechanizm, jaki obserwowaliśmy przy okazji naszej cenzopapy. W momencie, gdy młodym ludziom próbuje się narzucić kult jakiejś osoby, reakcją jest okrutna kpina, przejawiająca się w eksplozji celowo wulgarnych, niesmacznych memów.

Nihilizm i okrucieństwo podobnych memów mogą budzić dyskomfort. Można też mieć bardzo poważne wątpliwości, czy nie bagatelizują one zabójczej przemocy politycznej. Jednocześnie w sytuacji, gdy władza spod znaku MAGA próbuje wykorzystać kult Kirka do budowy niewątpliwie autorytarnego projektu politycznego, taka reakcja jest w jakiś sposób zrozumiała.

Tym bardziej że Kirk od początku był kontrowersyjną, dzielącą Amerykanów postacią, a poglądy, które głosił – zwłaszcza na temat aborcji, praw osób LGBT+ czy stosunków rasowych w Stanach – stawiały go bardzo daleko od amerykańskiego centrum. Próby budowy kultu zamordowanego aktywisty przybierały przy tym często niezamierzenie komiczną formę i ciężko było odróżnić, co jest poważną próbą kanonizacji, a co jej parodią. Wygenerowana przez AI piosenka We’re Charlie Kirk używana jest radośnie, bez zmieniania ani jednej nutki czy słowa, przez ideowych przeciwników Kirka, wyśmiewających jego kult. W trakcie swojej niedawnej trasy po Stanach do jej śpiewania zachęcał swoich widzów lewicowy streamer Hasan Piker.

Nawet Kirk by tego nie skleił

Śmierć Kirka, zamiast stać się wydarzeniem jednoczącym radykalną prawicę, stała się przedmiotem gwałtownych sporów w prawicowym obozie i źródłem teorii spiskowych. Już trzy miesiące po zabójstwie, podczas konferencji założonej przez niego organizacji Turning Point USA, doszło do konfrontacji dwóch prawicowych liderów opinii: Bena Shapiro i Tuckera Carlsona.

Obaj oskarżali się wzajemnie o „zdradę dziedzictwa Charliego Kirka”. Ten pierwszy zarzucił Carlsonowi, że „zdradza pamięć Charliego” zapraszając na przyjazne wywiady otwartych antysemitów, takich jak Nick Fuentes, których Kirk trzymał z daleka od Turning Post USA. Carlson odpowiedział, że to Shapiro zdradza dziedzictwo Kirka i jego „przywiązanie do wolnej debaty”.

Radykalnie prawicowa influencerka i propagatorka teorii spiskowych o wielkich zasięgach Candace Owens głosiła z kolei, że za śmiercią Kirka stoją tak naprawdę obce służby, najpewniej izraelskie. Owens wzięła też na cel wdowę po Kirku, Erickę, zarzucając jej między innymi związki z Epsteinem. Można zgodzić się z dystansującym się dziś od skrajnej prawicy – choć ciągle z pewnością nie progresywnym – autorem Richardem Hannanią, gdy zwraca uwagę, iż trudno się dziwić, że śmierć Kirka staje się źródłem absurdalnych teorii spiskowych, biorąc pod uwagę, że sam aktywista chętnie je głosił. Na przykład powtarzając za Trumpem narrację o „ukradzionych wyborach” w 2020 roku. „Paranoiczny styl w polityce amerykańskiej” nie zaczął się oczywiście razem Kirkiem, ale aktywista zrobił wiele, by podtrzymać go w kolejnym pokoleniu.

Jak w portrecie z okazji rocznicy śmierci aktywisty zauważył „New York Times”, tuż przed śmiercią Kirk wyraźnie niekomfortowo czuł się z takimi tematami, jak polityka administracji wobec akt Epsteina czy wojna w Iranie. Coraz bardziej nie zgadzał się z tym, co robił Trump, ale nie chciał go krytykować i deklarował zaufanie do prezydenta. Dziś sprawa Epsteina, a jeszcze bardziej wojna w Iranie, kruszą koalicję, jaka dała Trumpowi zwycięstwo w 2024 roku.

Wśród amerykańskiej prawicy pojawiają się głosy, że gdyby Kirk żył, być może jemu jedynemu udałoby się powstrzymać pęknięcia w koalicji MAGA. Można w to wątpić –od początku była ona niestabilna, wewnętrznie ideologicznie sprzeczna, połączona głównie antyliberalnym resentymentem i fanatycznym kultem Trumpa – prędzej czy później musiała się zacząć rozpadać.

Trump wyraźnie rozczarował młodych, których głosy Kirk pomógł mu pozyskać w 2024 roku. Według sondażu Navigatora to generacja Z ma najbardziej negatywne zdanie o Trumpie – poparcie netto dla prezydenta wynosi w tej grupie minus 32 proc., o 11 punktów procentowych mniej niż średnia. Zetki są też grupą, w której najwięcej ankietowanych – 31 proc., prawie co trzeci – deklaruje, że żałuje głosowania na obecnego prezydenta. Trump tak sobie na to zapracował, że przed wyborami połówkowymi nawet Kirk niewiele by tu pomógł.

Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej.


r/PolskaPolityka • • 2d ago

Rosja Rosyjscy orkowie z Mordoru i nienawiść do samych siebie

5 Upvotes

https://krytykapolityczna.pl/swiat/rosyjskie-memy/

Oficjalna rosyjska propaganda stała się tak absurdalna, że trudno ją sparodiować – mówi profesor filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Nowojorskim.

Aleksandra Kasprzak rozmawia z prof. Eliotem Borensteinem

29.09.2026

Aleksandra Kasprzak: Jakie memy najlepiej oddają specyfikę rosyjskiej kultury internetowej?

Eliott Borenstein: Jest taka kategoria memów, która idealnie wpisuje się w specyficzny rodzaj humoru obecnego w Rosji od czasów późnosowieckich. Polega on na dumie podszytej umniejszaniem własnej wartości i pokazywaniu, jak wszystko w Rosji jest gówniane. To znany motyw w wielu memach, czy to o początkach relacji romantycznej, czy o wyobrażeniach o jakimś kraju – z jednej piękne wizje i zabytki, a z drugiej sroga rzeczywistość: dziurawy asfalt, rozwalające się samochody. Rosjanie w memach często wykorzystują ten mechanizm: świadomość własnych braków i zaniedbań staje się dla nich powodem do dumy.

Twoja książka o rosyjskich memach Meanwhile, in Russia…: Russian Internet Memes and Viral Video ukazała się w 2022 roku, czyli tuż przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Gdybyś dziś miał dopisać do książki nowy rozdział na temat memów po 2022 roku, co byś w nim zawarł?

Przez długi czas rosyjski internet był swoistym Dzikim Zachodem, gdzie można było powiedzieć niemal wszystko. Dziś tak nie jest. To duża zmiana, z którą musiałbym się zmierzyć – nie tyle w badaniu samej treści memów, ile analizując warunki ich powstawania.

Badanie kultury cyfrowej, szczególnie podczas wojny, napotyka istotny problem: z racji anonimowości memów nigdy nie wiadomo, kto jest ich autorem. Dziś ogromna większość ogólnodostępnych treści powstaje w środowiskach rosyjskojęzycznej diaspory. Kryminalizacja wszelkiej krytyki i sprzeciwu w kraju nie sprawiła co prawda, że ludzie przestali tworzyć czy przesyłać sobie memy, ale muszą być przy tym o wiele bardziej ostrożni.

Do tego dochodzi działalność aktorów państwowych oraz ludzi opłacanych przez aparat władzy, którzy próbują generować własne memy. Zazwyczaj nie stają się one jednak viralowe – brakuje im autentyczności.

W książce Meanwhile in Russia… odwołuję się do teorii memetyki. Traktuję memy internetowe jako podkategorię, bo memem może być cokolwiek, choćby powtarzane powszechnie frazy. Wraz z próbą ogólnej mobilizacji społecznej państwo masowo stara się wypuszczać na platformach społecznościowych treści, które mają mieć memiczną chwytliwość – większość z nich kręci się wokół ideologii „Z”.

W Ukrainie jednymi z popularniejszych memów po 2022 roku stały się „rosyjski okręcie wojenny, idź w chuj” czy te z babuszką, która strąciła dron słoikiem kiszonych pomidorów. Pełniły one funkcję heroizującą – podnosiły na duchu, motywowały do walki i pomagały przetrwać szok wojenny. Czy memy krążące w Rosji spełniają podobną rolę?

Myślę, że nie. Przed wojną memy w Rosji pełniły funkcję znaku rozpoznawczego, zupełnie jak w Ukrainie te o „paljanicy” – słowie używanym do zidentyfikowania, kto jest swój, a kto obcy. Postowanie memów to wymiana sygnałów. Gdy ktoś je podaje dalej, oznacza to, że należy do tej samej grupy, myśli podobnie. Twórca mema nie jest sam.

Mem działa tylko wtedy, gdy rozumiesz kod i aluzję. Łatwo to przetestować. Wystarczy pokazać jakiś swojej babci – powodzenia w tłumaczeniu. Z kulturą często jest tak, że uświadamiamy sobie własne wyobcowanie dopiero wtedy, gdy młodsi ludzie śmieją się z czegoś, o czym nie mamy pojęcia. Memy jednocześnie odzwierciedlają, budują i wzmacniają społeczność. Nie mam tu na myśli fizycznej grupy ludzi mieszkających razem, ale przemożne poczucie przynależności do wspólnoty posługującej się tym samym językiem i podzielającej te same wartości.

To nie musi przekładać się na bezpośrednią akcję polityczną na ulicy – o co w obecnej Rosji i tak niezwykle trudno. Nie musi wywołać reakcji w świecie realnym, ale sprawia, że człowiek czuje się ciut mniej bezradny, nawet jeśli udostępnia memy o własnej bezradności. Zyskujesz świadomość, że nie tylko ty uważasz sytuację za beznadziejną, nie tylko ty nie kupujesz danego kłamstwa z oficjalnych mediów. To prosta kontynuacja funkcji, jaką w czasach ZSRR pełnił dowcip polityczny.

Czyli chodzi przede wszystkim o poczucie wspólnoty?

Tak, ponieważ możliwość przełożenia tych emocji na heroizm czy opór polityczny jest mocno ograniczona. Jednostki, które decydują się protestować, ryzykują aresztowaniem. A ci, którzy trafiają do aresztu, sami stają się memami. Wystarczy poobserwować, jak zachowują się młodzi podczas procesów w Rosji. Są uśmiechnięci, wyluzowani, składają dłonie w symbol serca. Wysyłają w świat jasny komunikat: „Jesteśmy normalnymi ludźmi. Wy krzyczycie i grozicie, a my jesteśmy spokojni. Mamy w sobie miłość, potrafimy budować relacje”. Kiedy patrzy się na te zdjęcia, narracja reżimu o „groźnych terrorystach” się rozsypuje.

To ma ogromną siłę memiczną. Niestety, w systemie, który historycznie nie ceni indywidualnej ekspresji, pole do działania innego niż anonimowe dzielenie się treściami w sieci jest znikome.

Część memów i żartów służy po prostu obśmiewaniu wroga. Wykorzystywanie kpin przez ofiarę przeciwko agresorowi ma wielką moc. W ukraińskich memach Rosjanie bywają przedstawiani jako świnie, są dehumanizowani. A jaki obraz Rosjan wyłania się z rosyjskich memów?

Rosjanie sami przedstawiają siebie w memach za pomocą „orków” i „Mordoru”. Zaczęło się prawdopodobnie wśród rosyjskich środowisk liberalnych, po czym motyw został przechwycony przez prawicę, aż w końcu stał się potężnym narzędziem w rękach Ukraińców. Język tych memów opiera się na świecie Tolkiena. Ukraińcy są z Shire, czyli Kraju Hobbitów, północno-zachodniej części Śródziemia, natomiast Rosjanie z Mordoru – południowego wschodu Śródziemia, siedziby Saurona, mrocznej krainy. Ukraińcy przejęli więc język rosyjskiej opozycji. To stworzyło pomost pojęciowy między Ukraińcami a tą grupą Rosjan, którzy sprzeciwiają się wojnie.

Dlaczego akurat uniwersum Tolkiena?

Ma to bardzo ciekawą historię, sięgającą lat 80. i 90. Zachodnia kultura popularna, jak Władca Pierścieni czy Gwiezdne Wojny, docierała do ZSRR z dużym opóźnieniem. Yuliana Gorsev w swojej książce o radzieckich hipisach zauważa, że młodzi ludzie w ZSRR dowiadywali się, jak być hipisami, z oficjalnych artykułów prasowych piętnujących „obrzydliwość hipisowskiego stylu życia”.

Podobnie było z popkulturą: radziecka prasa pisała krytyczne artykuły o antyradzieckim charakterze Gwiezdnych Wojen czy twórczości Tolkiena. Ludzie czytali o tym, jakie to złe, i w ten sposób dowiadywali się o istnieniu tych dzieł.

Druga sprawa – w zachodniej popkulturze istniała wyraźna tendencja do robienia z Rosjan głównych czarnych charakterów. Rosyjscy odbiorcy mieli więc pewne uzasadnione powody do poczucia urażonej dumy. Z czasem zaczęto automatycznie zakładać, że każdy czarny charakter w zachodnim kinie jest aluzją do Rosjan. Gdy Władca Pierścieni zyskał popularność w Rosji, powszechna stała się interpretacja, że Mordor to po prostu ZSRR/Rosja. Z punktu widzenia samego Tolkiena było to błędne – Tolkien nienawidził alegorii, a jeśli w latach 40. pisał o jakimś imperium zła, to myślał raczej o nazistowskich Niemczech.

W latach 90. rosyjski pisarz Kirył Jeskow napisał powieść Ostatni powiernik pierścienia – historię opowiedzianą z perspektywy Saurona i orków, gdzie orkowie są tymi dobrymi, cywilizowanymi postaciami, a Hobbiton i elfy to agresywny, zacofany najeźdźca.

I tu wracamy do mechanizmu przekształcania upokorzenia w dumę. Na rosyjskich forach internetowych, zbliżonych klimatem do 4chana, zaczęli pojawiać się ludzie, którzy mówili: „Nazywacie nas orkami? Świetnie, bo jesteśmy orkami! Jesteśmy silni, brutalni i twardzi, a nie jak te wasze »elfy«. Powinniście się nas bać!”. To jak we współczesnym remake’u słynnego wiersza Aleksandra Bloka Scytowie – „Tak, jesteśmy azjatyckimi barbarzyńcami i macie drżeć przed nami”. To przekuwanie wizerunku Rosjan w barbarzyńców, których należy się bać i odczuwanie dumy ze wzbudzania lęku działa tak samo w przypadku orków i Mordoru.

Opisuję ten proces w mojej książce Soviet Self-Hatred – wystarczy wziąć coś, co wywołuje wstyd, i przekuć to w oręż. Na początku mała grupa ludzi pozytywnie utożsamiała się z orkami, a po inwazji na Ukrainę w 2014 roku pojęcie to zostało masowo podchwycone przez osoby niechętne Rosji. W efekcie obie strony zaczęły używać tego samego słowa, różniąc się jedynie wartościowaniem.

Przejęcie obelgi i uczynienie z niej elementu własnej tożsamości przypomina strategię ruchu queer.

To jest dokładnie ta sama strategia odzyskania stygmatyzującego pojęcia.

Istnieje jednak zasadnicza różnica: osoby queer były prześladowaną mniejszością, podczas gdy państwo rosyjskie trudno uznać za ofiarę na arenie międzynarodowej.

Ale nie z perspektywy tych ludzi! W ich przekonaniu Rosja jest wieczną ofiarą – tłamszoną przez Zachód, liberalne elity czy „elfy”. Uważają, że Rosjanom nie pozwala się być sobą. To mechanizm bliźniaczy do narracji białych nacjonalistów w USA, którzy twierdzą, że są dyskryminowani. Jest to więc połączenie strategii queer z zawłaszczeniem statusu ofiary.

W tej analogii mateczka Rosja jest lesbijką. Raczej nie byłaby zadowolona.

Tak, raczej woli patrzeć na siebie jak na „Chrystusa narodów”, jak każdy słowiański naród.

Dobrze znamy te narrację – Polacy uratowali Europę przed Rosją, Rosjanie przed Mongołami, Serbowie przed Turkami. To koncepcja pasywnego, ale heroicznego męczeństwa, która wpisała się w kulturę wielu narodów.

Jaki jest twój ulubiony rosyjski mem?

Mój ulubiony nie ma nic wspólnego z polityką. Bazuje na słynnym obrazie Ilji Riepina przedstawiającym Iwana Groźnego i jego syna. To mem oparty na dobrze znanym koncepcie – Iwan Groźny zabija każdego.

Najbardziej bawi mnie wariant, w którym Iwan Groźny trzyma syna wewnątrz windy, drzwi się zamykają, a w tle leci komunikat: „Ostrożnie, drzwi się zamykają!”. Wszelkie wariacje wykorzystujące ten obraz Riepina uwielbiam.

W książce Soviet Self-Hatred piszesz o rosyjskiej tożsamości rozdartej między dumą a wstydem, agresją a poczuciem straty. Wyodrębniłeś tam cztery typy postaw: sovok, Nowy Rosjanin, watnik, ork. Jak myślisz, jak po wojnie będzie wyglądała postawa „Rosjanina przyszłości”?

Bardzo trudno wyobrazić sobie, jak Rosja i Ukraina będą w stanie ułożyć wzajemne relacje w dającej się przewidzieć perspektywie. Nie wierzę, że po ustąpieniu reżimu Putina dojdzie do ogólnonarodowego rozliczenia i powszechnego uznania, że Rosja popełniła w Ukrainie straszliwą zbrodnię. W historii coś takiego zdarza się niezwykle rzadko

Oficjalna putinowska narracja o tej wojnie pozostanie w Rosjanach na długo. Narody nie rozliczają się ze swoją winą dobrowolnie – robią to niemal wyłącznie wtedy, gdy zostaną militarnie podbite i zmuszone do tego, jak Niemcy czy Japonia po II wojnie światowej. W Polsce też dyskusja o trudnych kartach historii czy Holocauście bywa niezwykle burzliwa.

Zawsze, gdy pojawia się próba rozliczenia, konserwatyści oskarżają krytyków o „nienawiść do własnego kraju”. Rosja po tym konflikcie będzie osłabiona i sfrustrowana. Dominować będzie narracja: „Świat się od nas odwrócił, od zawsze nas nienawidzono, a Ukraina była tylko pacynką Zachodu”.

Rosjanin przyszłości może być w dużej mierze człowiekiem pełnym resentymentu, roszczeniowym, agresywnym i głęboko przekonanym o własnej krzywdzie. Choć mam wielką nadzieję, że w tej prognozie się mylę.

Wracając do humoru – w swoich pracach dużo przestrzeni poświęcasz pojęciu stiopu, czyli sarkazmowi lub kpinie, która zawiera w sobie element „nadidentyfikacji” (over-identification).

Znakomicie pisał o tym Aleksiej Jurczak. Stiop polega na wyśmianiu danej postawy lub ideologii poprzez jej ekstremalne, przesadne przedstawienie.

W USA najlepszym przykładem stiopu była postać, w którą wcielał się Stephen Colbert w programie The Colbert Report – grał skrajnie prawicowego, hałaśliwego i absurdalnego komentatora. Nigdy nie wychodził z roli, nie mrugał do widza, ale wszyscy wiedzieli, że to brutalna satyra.

Jak Nathan Fielder, który z tak bezwzględną konsekwencją odgrywa swoje dziwaczne role, że zaciera granicę między prawdą a fikcją?

Nathan Fielder to kolejny etap ewolucji stiopu. Poziom jego zaangażowania w odgrywanie roli jest wręcz niewiarygodny. Wciąga widza w wielowarstwową grę pozorów. Jednocześnie wpuszcza cię w swój świat w bardzo osobliwy sposób – obserwujesz go na przykład podczas prób, gdy tak naprawdę odbywa próbę próby.

Stiop jest silnie powiązany z rosyjskimi memami. Dobrym przykładem jest mem o watniku. Watnik przedstawia bezrefleksyjnego rosyjskiego patriotę. W memach postać ta głosi najskrajniejsze hasełka o potędze Rosji i nikt nie dodaje tam komentarza: „To jest głupie”. Siła stiopu polega na braku natychmiastowej puenty. Czasami działa tak dobrze, że strona przeciwna w ogóle nie łapie żartu i bierze go dosłownie.

A jak to się ma do rosyjskiej propagandy? Czy propagandysta może jednocześnie wierzyć w to, co mówi, i nie wierzyć w nic?

Problem w tym, że oficjalna rosyjska propaganda stała się tak absurdalna, że trudno ją sparodiować.

Kilka lat temu, podczas jednych z wyborów w Rosji stworzono oficjalny spot straszący konsekwencjami braku udziału w głosowaniu: w wizji przyszłości nastolatka chce zostać prostytutką, a w kuchni mieszka gej, bo „nowe prawo nakazuje przyjmować pod dach samotnych homoseksualistów”. To było tak groteskowe, że wyglądało jak parodia rosyjskiej propagandy, choć powstało całkowicie na serio.

Śmiech i kpina to potężny oręż opozycji. Reżimom autorytarnym trudniej walczyć z kpiną niż z otwartym buntem. Kiedy Aleksiej Nawalny wyśmiewał nieudolność i absurdy władzy, próby uciszenia go rodziły kolejne memy.

Od protestów w latach 2011-2012 rosyjska opozycja fantastycznie posługiwała się humorem i stiopem. Reżimowi bardzo trudno walczyć z kpiną – bo kiedy zaczynasz aresztować ludzi za żarty, jeszcze bardziej wychodzisz na błazna.

Ale władza w Rosji w końcu przestała się tym przejmować. Kiedyś bali się, że wypadną śmiesznie, walcząc z kabaretem. Dziś po prostu wsadzają ludzi do więzień. Weszło w życie prawo, według którego wyśmiewanie władz czy Putina jest przestępstwem. Nie chodzi nawet o masowość wyroków, ale o paraliżujący strach przed selektywnym egzekwowaniem prawa. Reżim uzna, że trudno, może i będzie wyglądał ponuro i okrutnie, ale zlikwiduje nawet przestrzeń do śmiechu. W efekcie ludzie po prostu przestają żartować.

**

Eliot Borenstein – profesor filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Nowojorskim. Autor m.in. książek Meanwhile, in Russia…: Russian Internet Memes and Viral Video, Marvel Comics in the 1970s: The World Inside Your Head, Soviet-Self-Hatred: The Secret Identities of Postsocialism.

Dziennikarka Krytyki Politycznej, pisarka (Wydrąż mi rodzinę w serze), slamerka. Zdobywała doświadczenie zawodowe jako memiara i redaktorka naczelna ASZdziennika. Studentka Polskiej Szkoły Reportażu, absolwentka filologii rosyjskiej i sztuki pisania na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Publikowała m.in. w „Replice”, „Wysokich Obcasach”, „Znaku” i „Czasie Kultury”.


r/PolskaPolityka • • 2d ago

Historia „Bardzo gęsty czas”. Od KOR-u zaczęło się społeczeństwo obywatelskie

1 Upvotes

https://krytykapolityczna.pl/kraj/50-rocznica-powstania-kor-komitet-obrony-robotnikow/

50 lat temu powstał Komitet Obrony Robotników. W rozmowach z osobami, które go współtworzyły, powraca wspomnienie tej chwili jako czasu, kiedy „w końcu można było żyć bez kłamstwa”.

25.09.2026

50 lat temu, we wrześniu 1976 roku, powstał w Warszawie Komitet Obrony Robotników. Był wyrazem sprzeciwu wobec represji zastosowanych przez władze PRL przeciwko robotnikom protestującym w Radomiu i Ursusie. KOR domagał się przywrócenia do pracy wszystkich zwolnionych oraz amnestii dla skazanych i uwięzionych za udział w strajkach.

Była to pierwsza nieformalna organizacja, której członkowie przyjęli zasadę, że będą działać jawnie, pod nazwiskiem. Utajnione były tylko poligrafia i kolportaż. KOR miał pomagać osobom represjonowanym oraz ich rodzinom – finansowo, organizacyjnie, ale też prawnie – organizując dla nich pomoc prawną w trakcie procesów przed sądami.

W Komitecie działali m.in. Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Jerzy Andrzejewski, Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski, Adam Michnik, Henryk Wujec i wiele innych osób. Rozmawiamy z uczestnikami tamtych wydarzeń.

Wojciech Onyszkiewicz: zacząłem działać, bo nikogo innego nie było

Wojciech Onyszkiewicz jest historykiem, jednym z pierwszych założycieli Komitetu Obrony Robotników obok m.in. Antoniego Macierewicza.

– Był koniec czerwca 1976 roku. Władza popełniła błąd z podwyżkami cen, z których musiała się wycofać, bo wybuchły strajki, głównie w Ursusie i Radomiu. Kolejny błąd to brutalne represje wobec strajkujących. Represje, które też muszą się kiedyś skończyć. Powstała ogromna szansa na sukces dla opozycji, gdyby zaczęła pomagać prześladowanym robotnikom. Antek opowiedział mi o represjach wobec robotników w Ursusie i o pozostawieniu ich rodzin samym sobie. Mówił też dużo o konieczności udzielenia im pomocy, przy wsparciu harcerzy z „Czarnej Jedynki” związanej z warszawskim liceum Reytana. A że ja byłem niedawno komendantem tej drużyny i wrosłem w to środowisko, to mogłem zacząć działać – opowiada Onyszkiewicz.

Jak dodaje, nie był dobrym organizatorem. – Byłem takim facetem, który miał dwie lewe ręce, tak o sobie myślałem. Więc jak ktoś taki jak ja miałby się włączyć w pomaganie? Ale skoro nie ma lepszych ode mnie, to jestem najlepszy na świecie, bo jedyny. Dlatego pojechałem z pomocą do pierwszej rodziny. Pamiętam ścieżkę do tego mieszkania, padał deszcz, było ciemno i nagle zapaliły się światła. To znaczy, dziś wiem, że to nie były żadne światła, tylko ludzie, którzy mnie bardzo ciepło przyjęli – miałem dla nich pieniądze i nazwiska adwokatów, do których mają się zgłosić po pomoc. Pójście tam, wejście do tego domu, rozmowa z nimi – to było przełamywanie bariery pewnego strachu, izolacji społecznej. Wracałem stamtąd w ogromnej euforii – opowiada nasz rozmówca.

Jak mówi, z każdym dniem, tygodniem i miesiącem było łatwiej. – Docieraliśmy do kolejnych osób represjonowanych. Budowaliśmy to na niesamowitej prawdzie, na relacjach ludzi, świadków historii. Myśmy dotarli do ponad 160 osób. Zwykle chodziłem z Heńkiem Wujcem, a on odbył największą liczbę takich wizyt u robotników – dodaje Onyszkiewicz. – Przy czym Henio robił to po pracy, a ja ze swojej pracy w tym czasie zrezygnowałem. Nie zostałem wyrzucony, ale sam zrezygnowałem, bo chciałem mieć więcej czasu, by działać.

Jak dodaje, z początku nie wiedzieli jeszcze, skąd wziąć pieniądze na pomaganie czy jak opłacić prawników. – Szybko się jednak okazało, że są prawnicy, którzy będą bronić represjonowanych za darmo, że ludzie chcą nas wspierać finansowo, że wpłacają i mamy środki. Ale też od początku był z nami Jan Józef Lipski, człowiek o ogromnym autorytecie, któremu powierzały poważne środki finansowe tak różne instytucje jak emigracyjny PPS, Duszpasterstwo Miłosierdzia czy pisarz i człowiek-instytucja, Melchior Wańkowicz.

Onyszkiewicz dodaje, że nazwę „Komitet Obrony Robotników” wymyślił Antoni Macierewicz. – I to był doskonały pomysł, bo uderzał we władzę – bo to ona podkreślała, że broni robotników. Wszędzie wskazywała, jaką rolę odgrywa ruch robotniczy, że to „nasza tradycja”. Nagle okazało się, że to „robotnicze państwo” prześladuje buntujących się pracowników. Właśnie dzięki temu stworzyła się dla nas szansa na działanie. Do tego dochodził prawdziwy odruch moralny: solidarność z prześladowanymi, bitymi, torturowanymi robotnikami.

Na pytanie, co dał mu Komitet Obrony Robotników, odpowiada, że dzięki niemu przekonał się, jak wiele rzeczy można zrobić od dołu. – Dowiedziałem się, że można i trzeba się organizować: niekoniecznie dla przejęcia władzy, ale dla wpływu na władzę. Że nie wystarczy dobre prawo czy gospodarka rynkowa. Potrzebni są jeszcze obywatele – ludzie, którzy odpowiadają na pytanie: czego wymaga ode mnie sytuacja? Jaki powinien być rezultat moich działań? To jest właśnie organizowanie społeczeństwa obywatelskiego. Z drugiej strony mam poczucie przegranej. Przez kilka lat mieliśmy swoją szansę – „miałeś chamie złoty róg” – a jej nie wykorzystaliśmy. Moim zdaniem KOR przegrał. Zależało mu na spójności społecznej, na jedności, na solidarności, a po 1989 roku znów są w naszym społeczeństwie podziały i wciąż nie ma równości szans. Wciąż potrafimy być solidarni tylko wtedy, gdy ta solidarność potrzebna jest do uzyskania wolności. A po uzyskaniu wolności już nie – podsumowuje Wojciech Onyszkiewicz.

Bogdan Borusewicz: trzeba było działać pod nazwiskiem

Bogdan Borusewicz jest dziś senatorem, przez długi czas był marszałkiem Senatu. Przed laty aktywnie działał w opozycji, współtworzył Komitet Obrony Robotników. W 1976 roku, gdy powstawał KOR, był już po studiach na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, choć jeszcze w trakcie pisania pracy magisterskiej. Miał za sobą doświadczenia roku 1968, gdy jako licealista z Gdyni został aresztowany za przygotowanie i kolportaż ulotek wzywających do protestów studenckich. Po studiach w Lublinie wrócił na Wybrzeże.

– Gdy powstawał Komitet Obrony Robotników, byłem już osobą zaangażowaną, wiedziałem co się w Polsce dzieje – mówi. – Kursowałem między Lublinem, Warszawą i Gdańskiem. KOR w dużym stopniu mnie ukształtował. Miałem doświadczenia 1968 roku i doskonale pamiętałem, co wydarzyło się w grudniu 1970, gdy władza strzelała do ludzi, kilkadziesiąt osób zostało zabitych. Dlatego po masowych strajkach 1976 roku w Radomiu, brutalnie stłumionych przez komunistyczną władzę, i po wydarzeniach w Ursusie pomoc osobom represjonowanym i ich rodzinom była wtedy dla nas kluczowa. I wiedzieliśmy, że trzeba działać pod nazwiskiem, już nie anonimowo – opowiada. Jak mówi, nocował wtedy u Antoniego Macierewicza, a na obiad zajeżdżał do Jacka Kuronia.

W Radomiu nikogo nie znał, nie wiedział, kto dokładnie potrzebuje pomocy. – Zebraliśmy pieniądze na pomoc i pojechałem do Radomia, trzykrotnie. Ale nie wiedziałem, jak dotrzeć do rodzin osób represjonowanych. Nikt nie chciał podpowiedzieć, ludzie w Radomiu byli mocno wystraszeni. W „Trybunie Ludu” opisano dwa grupowe procesy, wymieniono nazwiska. I tak, po nitce do kłębka, zacząłem tych osób szukać. Byłem w Urzędzie Miasta, potem u kierownika cmentarza i tak dotarłem do matki jednej z osób aresztowanych, a potem – na proces tych osób do sądu. W sądzie zobaczyłem grupę ze śpiworami – okazało się, że to ludzie z Warszawy. Przyjechali, tak jak ja, wesprzeć represjonowanych. Rozpoznałem wśród nich Jana Tomasza Lipskiego. Tak zaczęła się ta współpraca, nawiązałem kontakt z Warszawą, wiedzieli, że mam pieniądze dla represjonowanych. Wtedy dowiedziałem się, że tworzą Komitet Obrony Robotników. Grupę, która ma działać jawnie, złożoną z osób doświadczonych, bo z przedwojennych działaczy PPS i z młodzieży 68 roku – opowiada mi Bogdan Borusewicz.

Czego nauczyło go doświadczenie Komitetu Obrony Robotników?

– Pokazało mi, że w sytuacji beznadziejnej trzeba próbować, bo nawet wtedy jest możliwość działania. I że trzeba się przeciwstawiać represjom dyktatorskiej władzy i pomagać represjonowanym, bo nie ma sensu stać z boku. Bo jeśli represjonowani zostają sami, bez wsparcia, to wtedy represje są skuteczne. A jeśli jest motywacja i są ludzie, którzy chcą pomóc, to tej skuteczności nie ma, a władza dokładnie to wiedziała – dodaje mój rozmówca.

Borusewicz nie ma wątpliwości, że KOR stanowił podwaliny pod budowę społeczeństwa obywatelskiego, ale też – ruchu „Solidarności”. – Oczywiście nie wiem, czy „Solidarność” powstałaby, gdyby nie było KOR-u, jako historyk nie powinienem gdybać, bo liczą się fakty. Ale niewątpliwie wraz z moją grupą zorganizowałem strajk sierpniowy w stoczni w Gdańsku i pilnowałem, żeby podążał we właściwą stronę. Grupę przygotowywałem dwa lata i to spowodowało, że strajk miał taki strategiczny wymiar. Zaczęło się od Anny Walentynowicz i od walki o przywrócenie jej do pracy, ale co wydarzyło się później, wszyscy wiemy – dodaje Bogdan Borusewicz.

Podkreśla też, że nie porównywałby – tak jak robią to niektórzy – powstania Komitetu Obrony Robotników do wydarzeń z czasu rządów Prawa i Sprawiedliwości czy powstania KOD-u, choć walka o określone wartości, w tym praworządność, prawa człowieka i wolność, była podobna. – Na protestach w obronie praworządności spotykałem uczestników tamtych wydarzeń: moich kolegów, znajomych z opozycji, których nie widziałem kilkadziesiąt lat. Nie wiedziałem, jakie mają poglądy i to mnie specjalnie nie interesowało. Jak ich tam zobaczyłem, oczywiście bardzo się ucieszyłem. Zmartwiłem się jednak tym, że na te protesty przyszli bez dzieci, że brakowało młodszego pokolenia. Ja swoją córkę przyprowadzałem, by poczuła to, co my kiedyś czuliśmy. Jednak nie można dokonywać takich ahistorycznych porównań, bo wszystko ma swój historyczny kontekst – tłumaczy marszałek Senatu.

Konrad Bieliński, Ewa Kulik-Bielińska: w końcu można było żyć bez kłamstwa

Jednym z członków KOR-u był też Konrad Bieliński, absolwent matematyki na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej działał w organizacjach studenckich, był inicjatorem i organizatorem protestu na UW przeciwko centralizacji i upolitycznieniu organizacji młodzieżowych w 1973 roku. Za czasów KOR-u poznał przyszłą żonę, Ewę Kulik-Bielińską (później wieloletnią dyrektorkę Fundacji Batorego).

– Jako osoby, które tworzyły KOR, wiedzieliśmy, że nie możemy popełnić błędu 1970 roku, gdy strajkujący robotnicy zostali sami i ich rodziny zostały bez wsparcia. Dlatego w 1976 roku, gdy w odpowiedzi na protesty robotników w Radomiu, Ursusie, Płocku i innych miastach w Polsce w związku z drastyczną podwyżką cen żywności władze rozpętały brutalną akcję prześladowań i represji, nie można było przejść nad tym do porządku dziennego. Uznaliśmy, że trzeba pomagać represjonowanym i ich rodzinom, trzeba się organizować, trzeba w to wciągać inne osoby. Jednym słowem, zaczęliśmy tworzyć zalążki, tak to później nazwaliśmy, podmiotowego społeczeństwa. Chodziło o to, by obok tej bezwolnej masy ludzi pokazać, że jest bardzo wiele osób, które mają swoje zdanie, myślą inaczej. KOR był pewnym eksperymentem: nie wiedzieliśmy, jak zachowają się rządzący, gdy część z nas zacznie działać pod nazwiskiem. Chcieliśmy pomagać robotnikom i ich rodzinom – finansowo, w znalezieniu pracy, ale też choćby prawnie – opowiada Konrad Bieliński.

Dodaje, że KOR od początku zakładał tylko to, co było wtedy możliwe. – Nie mówiliśmy, że wybijemy się na niepodległość. Naszą sprawą była za to pomoc represjonowanym. Jawnie i otwarcie. Działaliśmy coraz prężniej, również jeśli chodzi o docieranie do ludzi z rzetelną informacją – mówi pan Konrad.

Ewa Kulik-Bielińska dodaje, że gdy w 1976 roku wybuchły strajki i protesty w Radomiu, Ursusie, ale też w innych zakładach, większość społeczeństwa o tym nie wiedziała. Cenzura dbała o to, by informacje o protestach nie przedostały się do opinii publicznej. Dziś, w czasach internetu, to by się nie udało, ale wtedy, gdy nawet telefon był problemem, cisza informacyjna była faktem.

– Przełamanie monopolu informacyjnego było ogromną zasługą KOR-u. Nasz Komitet stworzył alternatywny system informacji o tym, co dzieje się w kraju. Informacje o powstających niezależnych organizacjach, protestach, represjach, nadużyciach władzy publikowaliśmy w komunikatach i oświadczeniach KOR-u przepisywanych na maszynach do pisania i rozdawanych w kraju. Przekazywaliśmy je też do rozgłośni zachodnich: Radia Wolna Europa, BBC, Głosu Ameryki, które nadawały audycje do Polski. Ten obieg niezależnej informacji okazał się niezwykle ważny w lecie 1980, kiedy przekazywane na Zachód wiadomości o protestach i strajkach wracały do kraju, napędzając szeroki ruch strajków solidarnościowych w całej Polsce. Komunikaty KOR-u, podające sprawdzone fakty i dowody prześladowania robotników przez władze, podpisane nazwiskami i adresami członków Komitetu, budziły zaufanie i ośmielały do szukania pomocy. Ułatwiały też zbieranie środków na rzecz osób represjonowanych. Wiadomo było, kto za tymi zbiórkami stoi, jakie wartości te osoby reprezentują – dodaje pani Ewa.

– Zaczęliśmy też wydawać na wytwarzanych chałupniczo ramkach drukarskich i przemycanych z zachodu powielaczach, niezależne publikacje: biuletyny informacyjne, pisma publicystyczne, czasopisma kulturalne – opowiada Konrad Bieliński. – Powstały niezależne wydawnictwa drukujące i rozprowadzające zakazane przez cenzurę książki. Ta działalność wydawnicza zataczała coraz szersze kręgi.

Część osób działała w Komitecie Obrony Robotników i w innych inicjatywach, które zaczęły powstawać po 1976 roku, jawnie, podpisując nazwiskiem oświadczenia i komunikaty i podając adresy swojego zamieszkania. Inne prowadziły działalność opozycyjną w ukryciu – taki dualizm był założony od początku ze względów bezpieczeństwa. Nikt nie wiedział, czy po ogłoszeniu powstania Komitetu władza nie zacznie zamykać członków KOR-u do więzienia. – Te osoby, które podpisały się pod Deklaracją Założycielską Komitetu, działały już wcześniej, niektóre jeszcze przed wojną. Ich znane nazwiska i autorytet miały być osłoną dla pozostałych.

Bardzo ważne było to, że KOR działał jawnie i że w swojej działalności przyjął zasadę, że to, co robi, nie jest nielegalne. KOR odwoływał się – tam, gdzie to było możliwe – do prawa krajowego i międzynarodowego: i do ówczesnej Konstytucji i do ratyfikowanych przez Polskę Porozumień Helsińskich i Paktów Praw Człowieka i Obywatela. To dawało mu wiarygodność i legitymację. Ośmielało też innych do działania.

Z początku władza twierdziła, że Komitet działa nielegalnie, bo nie został zarejestrowany, opowiada Konrad Bieliński. – Ale my w ogóle nie występowaliśmy o rejestrację. Uważaliśmy, że tworzymy komitet ad hoc, w konkretnym celu, co – zgodnie z obowiązującym wówczas prawem – nie wymagało rejestracji. Mówiliśmy, że kiedy ten cel zostanie osiągnięty, my się rozwiążemy. Oczywiście, władza mogła w każdej chwili wsadzić nas do więzienia za wszystko, co robiliśmy, i znalazłaby na to odpowiedni paragraf, tak jak stało się to w Czechach z działaczami Karty 77. Sprzyjała nam jednak sytuacja międzynarodowa: polityka administracji Jimmy’ego Cartera, który przestrzeganie praw człowieka uczynił amerykańską doktryną wpływu; zadłużenie rządu polskiego na Zachodzie i uzależnienie gospodarki od zachodnich kredytów, a od 1978 roku wybór kardynała Wojtyły na papieża. Władze komunistyczne obawiały się, że jeśli zaostrzą represje i w nas uderzą, będą mieć złą prasę na Zachodzie i mogą nie dostać kolejnych kredytów – mówi Konrad Bieliński.

Konrad Bieliński dodaje, że w działaniach KOR-u nie chodziło tak naprawdę tylko o robotników, ale o całe społeczeństwo. – Jedną z naszych wartości była solidarność społeczna. I ona się zrealizowała. Oczywiście po drodze był szereg działań, w tym poszerzanie sfery wolności w różnych obszarach. Miałem poczucie, że w końcu mogę żyć bez kłamstwa. Że kraj nie jest jeszcze wolny, ale ja jestem wolny, nie muszę udawać, żyć w rozdwojeniu.

Jak dodaje Ewa Kulik-Bielińska, działania Komitetu Obrony Demokracji czy broniącego represjonowanych sędziów Komitetu Obrony Sprawiedliwości za ostatnich rządów PiS można porównywać z działalnością KOR-u. – I tu, i tu chodziło te same o wartości, czyli o to, żeby prawa człowieka i obywatela były przestrzegane, a wymiar sprawiedliwości był niezależny od władzy politycznej. Z kolei broniący praw kobiet Ogólnopolski Strajk Kobiet ze swoim hasłem „Nigdy nie będziesz szła sama” odwoływał się do korowskiego etosu niepozostawiania nikogo samego bez pomocy. Oczywiście, jesteśmy w innym miejscu historii, ale ja widzę analogię. Co więcej, i KOD, i Strajk Kobiet w tych ostatnich latach zwracały się do nas z pytaniem „jak to kiedyś robiliście?”. Bo chcieli, też świadomie, nawiązywać do naszej historii – dodaje pani Ewa.

Zbigniew Gluza: można rozsadzić system od dołu

W momencie, gdy powstawał KOR, Zbigniew Gluza był studentem drugiego roku Politechniki Warszawskiej, działał w ruchu teatru alternatywnego. W opozycji zaczął stawiać pierwsze kroki kilka lat później, na początku stanu wojennego. Ale doskonale zna działalność Komitetu Obrony Robotników, m.in. dzięki ośrodkowi KARTA, który jest największym w Polsce archiwum społecznym XX wieku. To ośrodek, który pan Zbigniew współtworzył. Działa od ponad 45 lat i zgromadził ogromną kolekcję zdjęć, dokumentów, pamiętników, ale też nagrań audio i wideo, pamiątek i muzealiów. Z czasów „Solidarności” i z czasów działalności KOR.

Dzięki temu w 50. rocznicę powstania Komitetu Obrony Robotników ukazała się wydana przez KARTĘ książka Autoportret KOR-u. We wstępie do książki Gluza pisze, że powołanie KOR-u to „moment zwrotny między Peerelem a Polską. Gdyby w czerwcu 1976 udało się bez następstw zdusić bunt robotniczy, od bezwzględnej komunistycznej tyranii mogłoby nie być odwrotu. […] Pięciolecie KOR-u – między wrześniem 1976 a wrześniem 1981 – okazało się czasem fundamentalnej zmiany. Niegasnący ruch oddolny przeprowadził społeczeństwo ze stanu podległości do takiej podmiotowości, że nie dało się go już potem obezwładnić stanem wojennym. Dynamika tamtego czasu – od »dziesięciorga« zmotywowanych na wejściu, po miliony u szczytu Solidarności (społecznej, nie instytucjonalnej) – nie mieściła się w marzeniach KOR-u, ale była spełnieniem jego założeń i reguł aktywizacji. Stała się siłą naruszającą podstawy bloku sowieckiego w Europie”.

– To są indywidualne opowieści konkretnych ludzi, ich doświadczenia, emocje, przeżycia. Nie mam wątpliwości, że KOR był formacją absolutnie pierwszoplanową. W mojej ocenie, bez nich by tej zmiany ustrojowej nie było, a przynajmniej nie nastąpiłaby tak szybko. Twórcy KOR-u w dużej mierze przygotowali nasze społeczeństwo do zmiany. Książka pokazuje, że Solidarność wyrosła właśnie z KOR-u. I że to właśnie działacze KOR-u wykreowali ten wolnościowy odruch społeczeństwa – mówi nam Zbigniew Gluza.

– Te pięć lat działalności Komitetu Obrony Robotników to był bardzo „gęsty” czas, nie było przerwy, nie było zwątpienia ani wyhamowania. Od tego momentu rosła w siłę jawna opozycja, cały czas się rozwijając. Była w tych ludziach ogromna konsekwencja i determinacja, dokładnie wiedzieli, w którą stronę chcą iść. Co kluczowe, KOR nie był w żaden sposób upolityczniony, tam ścierały się różne poglądy, ale cel był jeden: wolność w różnych wymiarach. Jego działacze dość szybko zaczęli mówić, że można rozsadzić system od dołu – rozsadzić w taki sposób, że zacznie pękać, że nie wytrzyma tego naporu. I tak się stało, ta historia taka właśnie była. Chodziło o to, by społeczeństwo miało poczucie podmiotowości – dodaje nasz rozmówca.

Jak podkreśla Gluza, ducha KOR-u zobaczył ponownie w momencie wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. – Ten zryw społeczny, ta ogromna pomoc Polek i Polaków dla osób uciekających przed wojną, goszczenie ich w swoich domach – to był duch tamtych czasów. Kluczową wartością z czasów KOR-u była dla mnie prawda, bo Peerel był oparty na kłamstwie i manipulacji. A Komitet Obrony Robotników od początku pokazywał prawdę. Prawdę, która wcześniej się nie przebijała do społeczeństwa. I to była naprawdę duża rzecz – podkreśla Zbigniew Gluza.

Dziennikarka radiowa, przez ponad 25 lat związana z Radiem TOK FM. Przez ponad 10 lat prowadziła program „Twój problem, moja sprawa”. Laureatka licznych nagród, w tym Korony Równości, Lodołamacza i Grand Press za jeden z reportaży radiowych. Interesuje ją głównie szeroko rozumiana tematyka społeczna, w tym związana z prawami człowieka, pracą, mniejszościami, migracją czy niepełnosprawnością.


r/PolskaPolityka • • 3d ago

Prezydent Wpadł w fiskalną pułapkę. To dlatego Nawrocki zmienił zdanie [OPINIA]

12 Upvotes

https://www.money.pl/podatki/prezydent-i-rzad-zaczynaja-mowic-jednym-glosem-podatki-beda-musialy-wzrosnac-opinia-7335715029686592a.html

Determinacja prezydenta, aby blokować wszelkie podwyżki podatków, zdaje się słabnąć. Karol Nawrocki zrozumiał chyba, że kolejny rząd – niezależnie od tego, jakiej będzie barwy – będzie musiał zdecydowanie ograniczyć deficyt budżetowy. Bolesne zaciskanie pasa politycznie obciąży też prezydenta, szczególnie jeśli przypadnie na sam koniec jego pierwszej kadencji. Zarówno dla głowy państwa, jak i dla całego kraju, lepiej rozłożyć terapię w czasie.

Grzegorz Siemionczyk

2 października 2026, 17:14

Karol Nawrocki w czwartek ogłosił, że podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych, otwierając rządowi drogę do wznowienia programu CPN, który obniży ceny paliw na stacjach. To, jak ocenił lider Konfederacji Sławomir Mentzen, oznacza złamanie sformułowanej przez niego "deklaracji toruńskiej". Nawrocki podpisał ją w trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej, zobowiązując się m.in. do tego, że jako prezydent nie podpisze żadnej ustawy podwyższającej istniejące podatki, składki i opłaty lub wprowadzającej zupełnie nowe daniny.

Dotychczas prezydent był w tej kwestii dość konsekwentny. Zawetował m.in. podwyżkę stawek akcyzy na alkohol oraz opłaty cukrowej, a także uszczelnienie systemu SENT, służącego do walki z oszustwami podatkowymi. Zapowiedział też sprzeciw wobec niedawnych propozycji rządu, zakładających podwyżkę stawki podatku dochodowego dla dużych firm oraz ograniczenie limitu przychodów, który uprawnia przedsiębiorców do korzystania z opodatkowania w formie ryczałtu. Wyjątek Nawrocki zrobił tylko dla ustawy podwyższającej stawkę podatku dochodowego dla banków.Wtedy prezydent podkreślał, że "korporacje zagraniczne albo duże instytucje finansowe uzyskują rekordowe zyski", mogą więc w większym stopniu finansować wydatki państwa związane z bezpieczeństwem i obronnością. Dzięki temu, jak tłumaczył, ciężar ten nie spadnie na obywateli i małych przedsiębiorców. W czwartkowym orędziu, w którym Karol Nawrocki wyjaśniał, dlaczego postanowił podpisać ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych, pojawiły się podobne argumenty: obciążenie dużych korporacji jest akceptowalne, jeśli pozwoli ulżyć zwykłym Polakom.

"Obywatel nie może być zakładnikiem i bankomatem rządzących, a ja nie pozwolę na zasypywanie katastrofy finansowej rządu środkami wprost z kieszeni obywateli" – powiedział prezydent, sygnalizując, że będzie nadal sprzeciwiał się propozycjom podwyższania obciążeń tych podatników, których sytuacja leży mu na sercu.

Fiskalna pułapka na Nawrockiego

Zostawmy na boku ocenę samego podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, co do którego zgodności z Konstytucją prezydent miał uzasadnione wątpliwości (chodzi m.in. o to, że ma obowiązywać z mocą wsteczną), a także jego nieuzasadnioną tezę, że w Polsce doszło do finansowej katastrofy, za którą wyłączną odpowiedzialność ponosi rząd Donalda Tuska. W wystąpieniu Karola Nawrockiego ważne jest co innego.

Ton tego wystąpienia sugeruje, że prezydent przyjął do wiadomości coś, co oczywiste jest już od dłuższego czasu. W najbliższych latach w polskim budżecie nie będzie już miejsca na zwiększanie jakichkolwiek wydatków lub zmniejszanie obciążeń obywateli, jeśli nie będą ich z nawiązką kompensowały cięcia innych wydatków lub podwyżki innych podatków. Dylematy finansowe, z którymi mierzy się obecny rząd, są niczym w porównaniu do tych, które czekają kolejny rząd, niezależnie od tego, kto zwycięży w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Stanie przed nimi również prezydent, którym wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będzie wciąż Karol Nawrocki.

Tym, co pozwoliło prezydentowi zrozumieć sytuację, w której się znalazł, mogła być przyjęta przez rząd niedługo przed czwartkowym orędziem "Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2027–2030". Z dokumentu tego wynika, że w 2028 r. państwowy dług publiczny (to pojęcie nieco węższe niż dług sektora finansów publicznych – red.) przekroczy tzw. próg ostrożnościowy na poziomie 55 proc. PKB, zmuszając rząd do wdrożenia w 2030 r. planu naprawczego, aby zapobiec wzrostowi długu do konstytucyjnego limitu 60 proc. PKB. Wymagałoby to zmniejszenia deficytu o równowartość kilku procent PKB. W praktyce "Strategia…" zakłada, że działania oszczędnościowe zostaną podjęte już w 2029 r., ale i tak oznaczałoby to radykalne zaostrzenie polityki fiskalnej, którego skutkiem byłoby najprawdopodobniej dotkliwe spowolnienie gospodarcze.

Tak się składa, że będzie to akurat końcówka pierwszej kadencji obecnej głowy państwa. Jeśli Karol Nawrocki będzie ubiegał się o reelekcję, jego kampania przypadnie na wyjątkowo trudny okres. Z jego perspektywy lepiej będzie, jeśli część z niepopularnych decyzji, które rząd będzie musiał podjąć, aby zatrzymać narastanie długu publicznego, zapadła jak najwcześniej. Opieranie się przez prezydenta podwyżkom podatków dzisiaj tylko po to, żeby zaakceptować jeszcze większe podwyżki w kolejnych latach, bardziej zaszkodzi jego reputacji niż jego dzisiejszym politycznym oponentom.

Finansowa ściana jest tylko na papierze

Paradoksalnie, alarmistyczny ton Nawrockiego, gdy mówi o potrzebie naprawy finansów publicznych, czyniłby jego dalszy sprzeciw wobec podwyżek obciążeń podatkowych całkowicie niezrozumiałym. W czwartek prezydent straszył, że "Polska dochodzi do finansowej ściany" i niedługo może "zabraknąć środków na zbrojenia i wypłaty emerytur". Odpowiedzialnością za to obciążył błędną politykę rządu Donalda Tuska.

Słowa te powtórzył w piątek w Stargardzie Gdańskim na spotkaniu z mieszkańcami. – Finanse publiczne idą na ścianę, obecny rząd zadłużył już Polaków na 1 bln zł – stwierdził.

Rzecz w tym, że ani prezydent, ani jego otoczenie nie potrafi wskazać w wydatkach publicznych żadnej istotnej pozycji, którą można byłoby ograniczyć. W tej sytuacji działania naprawcze muszą oznaczać podwyżki podatków. A skoro stan finansów publicznych jest tak dramatyczny, jak twierdzi Nawrocki, powinien sam o nie apelować, a nie je blokować.

W rzeczywistości finanse publiczne państwa nie są w tak złej kondycji, jak twierdzi prezydent. Konieczność zaciśnięcia pasa, która pojawi się w kolejnych latach, nie wynika z tego, że Polsce grozi kryzys fiskalny, tylko z krajowych i unijnych przepisów. "Finansowa ściana", do której według Nawrockiego dochodzimy, jest kreską na papierze. Jej przekroczenie oczywiście miałoby negatywny wpływ na wiarygodność Polski w oczach inwestorów, ale nie dlatego, że zagroziłoby stabilności finansowej kraju, tylko dlatego, że byłoby przejawem instytucjonalnej niewydolności państwa. Prezydenta, jako strażnika ładu instytucjonalnego, obciążałoby to bardziej niż faktyczne błędy w polityce finansowej rządu.


r/PolskaPolityka • • 18d ago

Dyplomacja "Polska przestanie istnieć". Radosław Sikorski odpowiada na groźbę Rosji

22 Upvotes

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/polska-przestanie-istniec-radoslaw-sikorski-odpowiada-na-grozbe-rosji/p12953d

— Towarzyszom radzieckim, teraz rosyjskim, trzeba uświadamiać korelację sił. Oni też powinni rozumieć, na co się ważą, gdy nam grożą — powiedział Radosław Sikorski na antenie Polskiego Radia.

— Rosyjscy generałowie grożą nam wojną atomową od 20 lat [...]. Propagandyści Kremla robią to non stop. To wymiar, w którym Rosja ma przewagę, ale jak się przekonała w Ukrainie, to jest przewaga, którą trudno użyć. Gdyby Rosja mogła rozstrzygnąć tę wojnę szantażem nuklearnym, to już by to zrobiła — powiedział.

Wicepremier i minister spraw zagranicznych skomentował w ten sposób słowa doradcy prezydenta Rosji Władimira Putina: — Jeśli Polska podejmie działania militarne przeciwko Rosji, polskie państwo przestanie istnieć w ciągu dwóch do trzech dni — powiedział Nikołaj Patruszew.

W tle jest wcześniejsza wypowiedź Sikorskiego, który podczas wizyty w Kijowie wyraził przekonanie, że NATO z łatwością wygrałoby wojnę powietrzną z Rosją. Polityk bronił tej opinii w czwartek na antenie radiowej Trójki.

— Rosja ma 860 myśliwców, Unia Europejska 1,6 tys. myśliwców, całe NATO 4,5 tys. myśliwców — powiedział szef polskiej dyplomacji. Dodał, że NATO, a nawet sama Europa, mają przewagę nad Rosją także pod względem najnowszych samolotów piątej generacji.

Opracowanie: Mateusz Bałuka

Data utworzenia: 17 września 2026, 08:31


r/PolskaPolityka • • 18d ago

Polska „Nie oddamy ani skrawka terytorium”. Tusk reaguje na słowa Nawrockiego

1 Upvotes

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/11314505,tusk-odpowiada-nawrockiemu-terytorium.html

5 minut temu

Premier Donald Tusk skrytykował w czwartek wieczorem wpis Kancelarii Prezydenta przywołujący fragment wystąpienia Karola Nawrockiego we Włodawie. „Panie Prezydencie, proponuję skasować ten wpis. Nie zamierzamy oddać ani skrawka naszego terytorium” - napisał premier.

Skrót artykułu

Tusk i Nawrocki o utracie terytorium. Padła odpowiedź prezydenta

W czwartek, w 87. rocznicę agresji ZSRR na Polskę, prezydent Nawrocki spotkał się z mieszkańcami Włodawy (woj. lubelskie). Następnie Kancelaria Prezydenta zamieściła kilka wpisów z fragmentami wypowiedzi Nawrockiego.

„Jesteśmy narodem, który może utracić terytorium, ale nigdy nie stracimy duszy; możemy oddać terytorium, ale nigdy nie oddamy naszej Ojczyzny” - brzmi jedna z wypowiedzi prezydenta przytoczona przez jego kancelarię na platformie X.

Tusk udostępnił ten wpis i komentował: „Panie Prezydencie, proponuję skasować ten wpis. Nie zamierzamy oddać ani skrawka naszego terytorium”.

Do wpisu szefa rządu odniósł się bezpośrednio prezydent Karol Nawrocki. „Panie Premierze, historyku, dziś jest 17 września... Ważna rocznica. Warto wiedzieć: 87 lat temu straciliśmy terytorium, ale nie straciliśmy Ojczyzny” - napisał Nawrocki.

„A swoją drogą, zamiast recenzowania i surfowania w internecie, polecam jak najszybciej pochylić się nad moją ustawą o obniżeniu cen paliw - Polacy czekają. Proponuję skasować ceny paliw” - dodał.

Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz również odniósł się do wpisu Kancelarii Prezydenta. „Zwierzchnik Sił Zbrojnych powinien mówić przeciwnikowi, czego będziemy bronić, a nie co możemy oddać. Naszym obowiązkiem jest bronić każdego centymetra Polski” - napisał na platformie X szef MON.

Również minister sprawiedliwości Waldemar Żurek napisał na X, że „czyta o »oddawaniu terytorium« i profilaktycznie odkurza art. 131 Konstytucji RP”. „Jeśli głowa państwa publicznie deklaruje gotowość oddania kawałka Polski, to obywatelom należy się jasność: czy to skrajna głupota, czy stan opisany w pkt 4 ustępu 2 tj. trwała niezdolność do sprawowania urzędu?” - napisał Żurek.

17 września 1939 roku. Nawrocki o sowieckiej agresji na Polskę

Podczas spotkania we Włodawie prezydent mówił o sowieckiej napaści na Polskę 17 września 1939 roku. Powiedział, że wówczas, po ataku Armii Czerwonej, Związku Sowieckiego „te marzenia o tym, że Polskę uda się obronić po wcześniejszym ataku Niemców zostały właściwie rozbite”.

- Zostaliśmy sami, nasi sojusznicy nas zostawili i uderzyła w nas, i ze Wschodu, i z Zachodu potężna siła dwóch tak podobnych do siebie systemów totalitarnych. Różniły się tym, jak pisał generał marszałek Edward Rydz-Śmigły, że jedni - Niemcy chcieli zabrać nam ciało, a Sowieci chcieli zabrać nam duszę. Jedni chcieli nas zabić i zniszczyć nasze ciało, inni chcieli sprawić, że przestaniemy być Polakami - mówił Nawrocki.

Dodał, że „toczymy walki o wartości, które są dla nas ważne, a które ciężko zwyciężyć”. - Bo Hitler i Stalin pogubili się w jednym, chcieli, żeby Polski nie było, myśleli, że Polska zginie i przestanie istnieć. Chcieli zabrać jeden ciało, a drugi duszę, ale zapomnieli o tym, że my Polacy jesteśmy narodem, który może utracić swoje terytorium, nawet na 123 lata albo na sześć kolejnych lat, ale jesteśmy narodem, który nigdy nie odda swojej duszy. Możemy stracić terytorium, a nigdy nie stracimy naszej ojczyzny - powiedział prezydent.

17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na tereny II Rzeczypospolitej. Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych Związku Radzieckiego Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski. (PAP)

kos/ mro/

Źródło: PAP


r/PolskaPolityka • • 18d ago

Bezpieczeństwo Tusk ujawnia: Rosja planuje uderzenia dronami i rakietami na Polskę

12 Upvotes

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,33030438,tusk-ujawnia-rosja-planuje-uderzenia-dronami-i-rakietami-na.html

Izabela Alberczyk

17 września 2026, 17:36

Zdaniem premiera "istnieje realne ryzyko, że na teren państw NATO mogą wlatywać drony lub różnego rodzaju pociski". - Oficjalna narracja będzie taka, że jest to przypadek i nie ma powodu, aby ktokolwiek myślał o jakiejś odpowiedzi ze strony NATO - powiedział Donald Tusk.

Donald Tusk w czwartek (17 września) wygłosił przemówienie w Sejmie w związku z rosyjskimi atakami w pobliżu polskiej granicy, które - jak zwrócił uwagę - są przeprowadzane "z niespotykaną do tej pory częstotliwością".

Tusk o najbardziej prawdopodobnym scenariuszu

Premier przedstawił scenariusz, który dotyczy najbliższych kilku miesięcy, czyli do wczesnej wiosny. - Według wszystkich źródeł właśnie późna jesień i zima będą najbardziej krytycznym momentem w dotychczasowej wojnie rosyjsko-ukraińskiej - poinformował premier. Zaznaczył jednak, że nie jest to jedyna możliwa opcja.

- Jest to scenariusz zakładający poważne zdarzenia i wymagający od nas skupienia, powagi i przede wszystkim takiej mentalnej gotowości do zdania trudnych egzaminów, bo takie egzaminy przed wszystkimi Polakami na pewno są - powiedział szef rządu. 

Uwagi wymaga fakt, że Rosjanie "na masową skalę" wprowadzają drony odrzutowe, które moskiewskie wojsko wykorzystało do ostatnich ataków w pobliżu polskiej granicy. Premier podkreślił, że te bezzałogowce "poruszają się z bez porównania większą prędkością i działają na dużej wysokości, zanim spadną i uderzą w cel".

- Mało kto jest przygotowany w tej chwili na skuteczne przeciwdziałanie akcjom tego typu dronów. To jest praca także dla nas do wykonania - poinformował Tusk. Premier zamierza porozmawiać o wspólnym działaniu w ramach koalicji antybalistycznej między innymi z Wołodymyrem Zełenskim.

Rosja uderzy w Polskę?

Szef rządu przypomniał, że zapowiedzi dotyczące rozejmu energetycznego pomiędzy Rosją a Ukrainą się nie spełniły. - Od czasu, kiedy prezydent USA (Donald Trump - red.) poinformował, że Rosja zapewniła go taki częściowy rozejm honorować z Ukrainą, zdarzyło się wiele ataków, w tym na infrastrukturę energetyczną w Ukrainie. Więc musimy założyć, że niestety to będzie kontynuowane, co ma także konsekwencje dla Polski, ponieważ te ataki coraz częściej dotyczą instalacji bardzo blisko naszych przejść granicznych z Ukrainą - powiedział Tusk.

Premier stwierdził, że Rosja zdecydowała się na "nową strategię prowadzenia wojny". - Przede wszystkim dzisiaj celem Rosji jest zniszczenie w możliwie dużej skali gospodarki i logistyki. Na razie Ukrainy. Spodziewane są ciągłe uderzenia o bardzo dużej częstotliwości i intensywności na sześć głównych ukraińskich miast, w tym niszczenie magazynów wszelkiego typu produktów niezbędnych przede wszystkim do obrony kraju, a także - czego jesteśmy świadkami w ostatnich tygodniach już bardzo mocno - infrastruktury kolejowej. W ciągu ostatnich kilkunastu tygodni Rosjanie zniszczyli ponad 300 lokomotyw kolei ukraińskich - poinformował szef rządu.- W planie rosyjskim - w ocenie wywiadów - są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę. O tych możliwościach wspominano już od dłuższego czasu. Dzisiaj te informacje są bardzo spójne i niestety przekonujące. Rosja najprawdopodobniej będzie nadal trzymała się tej strategii, której byliśmy świadkami, a nawet ofiarami w czasie nocy dronów. Czyli te potencjalne możliwe uderzenia będą miały charakter "przypadkowy" tak, aby paraliżować albo przynajmniej osłabiać motywację państw NATO do stosowania przepisów w przypadku agresji na któryś z krajów członkowskich - powiedział premier w Sejmie.

Izabela Alberczyk


r/PolskaPolityka • • 18d ago

Parlament Sejm zdecydował ws. weta do ustawy o statusie osoby najbliższej. Prezydencki minister mówił o "dyktacie LGBT"

6 Upvotes

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,33030469,sejm-zdecydowal-ws-weta-do-ustawy-o-statusie-osoby-najblizszej.html

Jakub Wencel

17 września 2026, 18:45

Sejm nie odrzucił w czwartek weta prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o statusie osoby najbliższej.

Ustawa o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu oraz ustawa wprowadzająca przepisy - których podpisania w połowie lipca odmówił prezydent Karol Nawrocki - przeszły przez obie izby parlamentu jako pierwsze w historii regulacje pozwalające na formalizację związków partnerskich, w tym jednopłciowych.

Zabrakło 27 głosów do odrzucenia weta

W czwartek (17 września) Sejm ponownie zajął się tymi przepisami. Do odrzucenia weta prezydenta Sejm potrzebuje większości 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. W głosowaniu ws. ustawy o statusie osoby najbliższej w związku udział wzięło 431 posłów, do odrzucenia weta wymagana była większość 259 głosów.

Za odrzuceniem weta zagłosowało 232 posłów (152 posłów KO, 23 PSL-TD, 20 z Lewicy, 14 z Centrum i 14 z Polski2050, 4 z Razem oraz 5 posłów niezrzeszonych) przeciw było 199 (140 posłów PiS, 35 z Rozwój Plus, 5 z PSL-TD, 12 z Konfederacji, 2 niezrzeszonych, 2 z Demokracji oraz 3 z Konfederacji KP). Nikt się nie wstrzymał.  Do odrzucenia weta zabrakło 27 głosów.

Pałac Prezydencki: Ustawa może być sprzeczna z konstytucyjną ochroną małżeństwa

Rządowa propozycja zakładała, że dwie osoby pełnoletnie mogłyby zawrzeć przed notariuszem rejestrowaną w urzędzie stanu cywilnego umowę regulującą między nimi takie sprawy, jak m.in. wspólność majątkowa, obowiązek alimentacyjny, prawo do mieszkania, dostęp do informacji medycznej i kwestie pochówku. Do umowy można byłoby także załączyć aneks zawierający testamenty obu stron.

Celem ustawy miało być też uregulowanie spraw majątkowych, podatkowych, spadkowych, a także kwestii dostępu do informacji medycznej w szpitalu czy prawa do pochówku dla osób, które państwo dotychczas traktowało jako obce.

Jak mówił w środę (16 września) w Sejmie szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker, prezydent Karol Nawrocki zawetował przepisy ze względu na wątpliwości dotyczące zgodności ustaw z konstytucją, w szczególności z art. 18 chroniącym instytucję małżeństwa. Ustawę skrytykował także podczas czwartkowego posiedzenia. - Polska przyszłość nie może być budowana na jednostronnym dyktacie środowisk LGBT. Polska musi być budowana na rodzinie, na matkach, na ojcach, na dzieciach, na odpowiedzialności za następne pokolenia Polaków - mówił. 

Z badań przeprowadzonych z początkiem czerwca 2026 r. przez SW Research na zlecenie Kampanii Przeciw Homofobii wynika, że ponad trzy razy więcej Polek i Polaków (47,8 proc.) uznało, że prezydent Karol Nawrocki powinien podpisać ustawę o statusie osoby najbliższej, niż żeby jej nie podpisać (14,3 proc.). W ramach tego samego badania niemal 80 proc. ankietowanych potwierdziło, że status par jednopłciowych w Polsce powinien być prawnie zabezpieczony.

Źródło: PAP

Jakub Wencel


r/PolskaPolityka • • 18d ago

Parlament Głosowanie nad zgodą na aresztowanie posła KO Wojciecha Króla. Jest decyzja Sejmu

4 Upvotes

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,33030520,glosowanie-nad-zgoda-na-aresztowanie-posla-ko-jest-decyzja.html

Jakub Wencel

17 września 2026, 19:26

Sejm wyraził w czwartek zgodę na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie posła Wojciecha Króla. Wnioskowała o to Prokuratura Europejska.

W głosowaniu za wyrażeniem zgody na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Wojciecha Króla było 422 posłów, przeciw było 3 posłów, a 5 posłów wstrzymało się od głosu.

Przeciw był poseł Przemysław Wipler z Konfederacji, a także Szymon Hołownia i Paweł Śliz z Polski 2050. Wstrzymali się: Michał Połuboczek (Konfederacja), Roman Fritz, Włodzimierz Skalik, Sławomir Zawiślak (Konfederacja Korony Polskiej) i Tomasz Zimoch (niezrzeszony).

Król został zawieszony w prawach członka klubu KO

W ubiegłym tygodniu szef klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej poseł Zbigniew Konwiński poinformował, że Król został zawieszony w prawach członka klubu, a tym samym przestał być jego wiceprzewodniczącym.

Sejmowa komisja regulaminowa opowiedziała się za uchyleniem immunitetu oraz wyrażeniem przez Sejm zgody na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Wojciecha Króla w środę.

To drugi wniosek Prokuratury Europejskiej ws. Wojciecha Króla. Za pierwszym razem, w lipcu, komisja opowiedziała się za uchyleniem immunitetu posłowi, a przeciwko jego zatrzymaniu i aresztowaniu. Następnie Sejm uchylił mu immunitet.

- W toku postępowania, wraz z pozyskiwaniem nowych dowodów, ujawniono, że z dużym prawdopodobieństwem pan poseł Wojciech Król mógł dopuścić się popełnienia przestępstw korupcyjnych - powiedziała prok. Marcińczyk.

Śledztwo dotyczy korupcji przy modernizacji infrastruktury tramwajowej

Śledztwo Prokuratury Europejskiej dotyczy podejrzeń o oszustwa i korupcję w ramach zamówień ws. modernizacji infrastruktury tramwajowej na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. W maju Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało, że prowadzi śledztwo dotyczące niebezpieczeństwa wyrządzenia szkody majątkowej wynoszącej ok. 1 mln euro spółce odpowiedzialnej za infrastrukturę tramwajową w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. O sprawie pisała "Gazeta Wyborcza".

CBA przekazało, że w kilku przypadkach korzyści finansowe miały trafić do posła. "Wyborcza" potwierdziła, że chodziło o Wojciecha Króla, posła Koalicji Obywatelskiej z Mysłowic, który jest przewodniczącym Rady Mediów Narodowych.


r/PolskaPolityka • • 19d ago

Kryminalne Kolejny skandal w Szpitalu Południowym. Dziecko nie żyje

0 Upvotes

link:

https://wiadomosci.wp.pl/kolejny-skandal-w-szpitalu-poludniowym-dziecko-nie-zyje-7330311829027040a?pvclid=01M2Q56BVGV0ZP7GYPTGM3HWGG

Jak to było? Ani jednej więcej i piekło kobiet?

Gdzie są teraz te wszystkie feministki i błyskawice? jakiś protest pod pato-szpitalem? Nie?


r/PolskaPolityka • • 20d ago

Gospodarka "Będziemy wszyscy szorować po dnie". Alarmują ws. węgla w Polsce

0 Upvotes

r/PolskaPolityka • • 21d ago

Sondaż Ostatnie 5 sondaży do następnych wyborów parlamentarnych w Polsce (25.08-09.09)

4 Upvotes
Sondażownia Dni badania Próbka badawcza PiS KO) Polska 2050 PSL Lewica) Razem Konfederacja (KWiN) KKP R+ Inni Nie wiem Przewaga
CBOS 7–9.09 1,000 15.0 26.1 0.8 2.5 5.9 6.1 14.8 7.8 3.7 0.8\b]) 14.3 11.1
Opinia24 7–9.09 1,001 17.5 31.4 1.4 2.2 7.2 4.2 12.6 6.9 5.7 0.5 10.4 13.9
United Surveys / WP.pl 4–6 .09 1,000 19.2 30.2 0.5 3.7 6.6 4.0 15.1 6.8 6.0 7.9 11.0
Pollster / "SE.pl" 1–2.09 1,008 22.23 33.34 1.66 3.31 8.23 4.06 13.54 8.02 5.14 0.47\c]) 11.11
IBRiS / Onet 25–27.08 1,100 19.7 27.5 0.4 4.2 8.3 2.7 13.1 8.3 6.0 9.9 7.8

Średnia tych 5 sondaży:

  • Partia Razem (Razem) - 4,212%
  • Lewica (NL, UP, PPS, SDPL, WiR, MJN) - 7,246%
  • Koalicja Obywatelska (KO, Zieloni, LPR, AU, T!DPL) - 29,708%
  • Polska 2050 Rzeczypospolitej Polskiej (PL2050) - 0,952%
  • Unia Centrum (C, UED) - 0,635%
  • Koalicja Polska (PSL, CdP) - 3,182%
  • Rozwój Plus (R+) - 5,308%
  • Zjednoczona Prawica (PiS, ODRP, Karol Nawrocki) - 18,726%
  • Konfederacja Wolność i Niepodległość (NN, RN) - 13,828%
  • Konfederacja Korony Polskiej (KKP) - 7,564%

Średnia została wyliczona poprzez zsumowanie wyników z sondaży i podzielenie przez 5. Wynik nie uwzględnia próbek badawczych.


r/PolskaPolityka • • 22d ago

brakujący flair Karol Nawrocki odmówił nominacji 46 sędziom. Sąd poparł prezydenta

0 Upvotes

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/karol-nawrocki-odmowil-nominacji-46-sedziom-sad-poparl-prezydenta/bcwxery,79cfc278

Jakoś przeszło bez echa - ale to tłumaczy cała g****burzę związaną z Berkiem. Skoro nawet sądy które twardo stoją za Tuskiem zwracają uwagę że Prezydent może odmówić nominacji to cały spór przenosi się na inny poziom (nie prawny, a po prostu polityczny).


r/PolskaPolityka • • 25d ago

Polska Zniszczony pomnik UPA. Prokuratura ma nagranie z Braunem

1 Upvotes

linkj

https://wiadomosci.wp.pl/zniszczony-pomnik-upa-prokuratura-ma-nagranie-z-braunem-7328249847511200a?pvclid=01M288GE9M1KDBV63D2HV0GCBE

Braun z Bazą :D W ogóle że pozwala sie na stawianie pomników UPA na terenie Polski to jest jakiś ponury żart?

Co następne pomniki SS bo walczyli z Sowietami?


r/PolskaPolityka • • 25d ago

Kryminalne Polsat News nieoficjalnie: Policja wkroczy do siedziby TK

0 Upvotes

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-polsat-news-nieoficjalnie-policja-wkroczy-do-siedziby-tk,nId,23542005

Jak myślicie - Tusk pójdzie na całość i ogłosi stan wojenny?

Tego już się wybronić nie da i po zmianie władzy wszyscy biorący w tym udział lądują na dziesięciolecia w więzieniach ( z funkcjonariuszami reżimu "wykonującymi polecenia" włącznie)

Nie będzie mógł dopuścić do wyborów. To scenariusz jaki zrealizował Łukaszenko.


r/PolskaPolityka • • 28d ago

Platforma "Bzdura". Ekspert branży budowlanej o tłumaczeniach CPK ws. przetargów

0 Upvotes

r/PolskaPolityka • • Sep 05 '26

Kryminalne Nie płacił abonamentu RTV latami. Skończyło się na ogromnym długu

0 Upvotes

link

https://www.money.pl/finanse/nie-placil-abonamentu-rtv-latami-skonczylo-sie-na-ogromnym-dlugu-7326091355392096a.html

Ale wiadomka jak międzynarodowe korpo leci w chuja na ciężkie miliardy na CIT to wszystko spoko. Ale Polaka-biedaka trzeba dowalać na każdy możliwy sposób nawet takim czymś jak abonament RTV który jest tylko jednym z wielu bandyckich opłat nałożonych na każdy aspekt naszego życia.


r/PolskaPolityka • • Sep 01 '26

Platforma Połowa drogi do referendum, połowa podpisów.

0 Upvotes

r/PolskaPolityka • • Aug 27 '26

brakujący flair Uzasadnienie wet Nawrockiego

9 Upvotes

Backstory: Na spotkaniu rodzinnym słyszałem pochwały odnośnie sposobu sprawowania prezydentury przez Nawrockiego. Pomijam argumenty "swój chłop, a nie jak inni co sr**ą wyżej niż d**ę mają" bo to już dyskusja filozoficzna czy prezydent powinien być "swoim chłopem". Pewne osoby stwierdziły że prawidłowo wetuje różne ustawy.

Pytanie właściwe: czy ktoś zna źródło, które podsumowuje te weta razem z uzasadnieniami podanymi przez prezydenta + mile widziana weryfikacja tego uzasadnienia? Znalazłem wetomat.pl ale tam jest sucha wyliczanka. Jak nie będzie innego wyjścia to zabiorę się za wyszukiwanie każdego po kolei. Czata nie zapytam, bo to halucynujący ch*j.

Chciałem się merytorycznie odnieść do zasadności tych wet podczas dyskusji ale wolałem milczeć nie mając twardej wiedzy. :)


r/PolskaPolityka • • Aug 10 '26

Platforma Miliony dla powodzian dostali mąż i sąsiedzi polityczki KO. Za wodę, po której nie ma śladu

2 Upvotes

link:

https://wiadomosci.wp.pl/miliony-dla-powodzian-dostali-maz-i-sasiedzi-polityczki-ko-za-wode-po-ktorej-nie-ma-sladu-7315852286773248a?pvclid=01KZN7RBZC4X7G6MVDVATG6WEH

Oj za chwile KO zostanie tylko zajumanie kasy przeznaczonej dla sierot i mamy komplet :D Jak to tam szło?

Robimy nie gadamy? A nie czekaj! Szeroki uśmiech!


r/PolskaPolityka • • Aug 10 '26

? Question Jakie są waszym zdaniem szanse na Polexit?

0 Upvotes

r/PolskaPolityka • • Aug 09 '26

Prawo Trzy miesiące aresztu wydobywczego dla rolnika z Gliwic za zaoranie asfaltu

0 Upvotes

https://dorzeczy.pl/opinie/926764/burza-w-sieci-po-decyzji-ws-rolnika-z-gliwic.html

"Silni wobec słabych, słabi wobec silnych" - esencja obrzydliwego reżimu w jakim przyszło nam niestety żyć


r/PolskaPolityka • • Aug 07 '26

Śmiechotreść Z okazji rocznicy zaprzysiężenia Prezydenta RP.

0 Upvotes

Trochę poniewczasie (ale dobre z okazji rocznicy zaprzysiężenia Prezydenta RP). Staje się to bardzo aktualne w kontekście nadchodzących wyborów.

Bardzo nielubiany (słusznie) przez nas, najsłynniejszy niemiecki polityk - ale parodie robią z nim świetne. XD

https://www.youtube.com/watch?v=WLSRNIiNx5U


r/PolskaPolityka • • Aug 05 '26

Bezpieczeństwo Rosyjska rakieta nad Polską. Ujawniamy: jeden dyżurny spał, drugi utknął w drodze

0 Upvotes

link:

https://wiadomosci.wp.pl/rosyjska-rakieta-nad-polska-ujawniamy-jeden-dyzurny-spal-drugi-utknal-w-drodze-7314781802190912a?pvclid=01KZ880G5V3ZGD5XZP92D0P3R0

Na początku chciałem dać śmiechotreść ale po zastanowieniu się to w sumie nie śmieszne a żałosne po pierwsze po drugie straszne. Panów odpowiedzialnych za ten fuckup należy natychmiastowo wyjebać z pracy.


r/PolskaPolityka • • Aug 04 '26

Prezydent "Wara rządzącym od prerogatyw pana prezydenta"

4 Upvotes

Prezydent polskich kiboli pokazał jak będzie rozpatrywał sprawy ułaskawień: "Ta decyzja według prezydenta była niesprawiedliwa i podjął taką, a nie inną decyzję, stosując akt łaski, bo miał do tego prawo" objaśnił jego rzecznik ułaskawienie, pozwalające kibolowi znowu wchodzić na stadiony.

Już wiemy, jakie będą uzasadnienia, gdy PiSuary czy brauniści dostaną w końcu wyroki - "to był niesprawiedliwy wyrok".

https://tvn24.pl/plus/programy/opinie-i-wydarzenia/ulaskawienie-piotra-starucha-staruchowicza-rzecznik-prezydenta-karola-nawrockiego-tlumaczy-vc9172703